CZY POSŁUSZEŃSTWO U DZIECI DA SIĘ WYMUSIĆ TYLKO PRZEMOCĄ

dziewczynka Rodzice zwykle kochają swoje dzieci. Chcą je wychować jak najlepiej. Jednak zmęczeni pracą i sfrustrowani życiem czasem wybierają drogę na skróty i używają przemocy. Czy to jedyny sposób na posłuszeństwo dzieci? Moim zdaniem nie. Opowiem o tym na przykładzie.

Dziećmi opiekowałam się już kiedy miałam kilka lat. Nie zawsze z własnej woli – często różne ciocie kazały mi się opiekować swoimi dziećmi (dlatego jestem przeciwnikiem zajmowania się dziećmi przez dzieci). Z chęcią jednak opiekowałam się swoimi młodszymi braćmi.

Kiedy miałam 18 lat przebywałam przez trzy miesiące u mojej babci. Tam też była moja ciotka ze swoją dwuletnią wówczas córeczką.

Jak łatwo sobie wyobrazić, jako 18latka miałam dużo swoich młodzieńczych spraw i z pewnością dużo ciekawsze zajęcia, niż niańczenie cudzego dziecka. Jednak nie jestem osobą, która zbywa dziecko, która je odrzuca – nawet pomimo niechęci. Tak więc w zasadzie przez całe trzy miesiące chcąc nie chcąc zajmowałam się małą przez niemal całą dobę – oprócz czasu, kiedy spała. Cierpliwie odpowiadałam na jej miliony pytań. Bawiłam się z nią. Podziwiałam jej obrazki. Ćwiczyłam z nią (mała uwielbiała trenować razem ze mną). Ale także wymagałam.

Dziewczynka – jak to dziecko – lubiła się bawić, a przez to i bałaganić. Nie zamierzałam jednak po niej sprzątać – w końcu nie była już niemowlakiem. Pewnego dnia nie miała ochoty posprzątać. Chciała pobiec na podwórko. JUŻ. Powiedziałam do niej wówczas:

„Hmm, ten pokój nie wygląda tak ładnie, jak wcześniej – zanim przyszłaś. Co się takiego stało?”

Mała myśli, myśli, myśli, aż w końcu krzyknęła z radością odkrywcy:

„Jest bałagan!”.

„No właśnie” – ja na to. „A co trzeba zrobić z bałaganem?”

Dziewczynka znowu duma, widać głęboki wysiłek umysłowy na jej twarzyczce, aż  wpadła na genialny pomysł:

„Posprzątać!”

„No właśnie. A kto nabałaganił?”

„Ja!”

„Więc kto powinien posprzątać?”

Zobaczyłam niezadowolenie na twarzy dziecka, a więc domyśliła się, że to ona musi posprzątać.

Zaczęła płakać i krzyczeć, że tego nie zrobi, bo chce iść na dwór.

Ja powtarzałam, jak zdarta płyta, spokojnie, że pójdzie na dwór, jak tylko posprząta swoje  kredki.

Zaczęło się przedstawienie. Wrzask. Płacz. Tupanie nóżkami. Tarzanie się po podłodze ze złości i żalu.

Ja niewzruszenie powtarzałam: „Pójdziesz na dwór, gdy poukładasz kredki”.

Chciała otworzyć drzwi i wybiec.

Ja na to usiadłam podpierając drzwi sobą i: „Pójdziesz na dwór, gdy poukładasz kredki”.

Nie obrażałam jej. Nie wrzeszczałam. Nie uderzyłam. Zachowałam spokój.

W końcu mała zobaczyła, że jej wrzaski nic nie dadzą. Posprzątała i z radością wybiegła na dwór. Nigdy więcej nie musiałam jej powtarzać polecenia dwa razy. Wykonywała je z radością i natychmiast.

Na przykład pewnego razu rozlała mleko.

Zapytałam ją wtedy:

„Hmm, rozlałaś mleko. Co powinnaś teraz zrobić?”

Ona po chwili zastanowienia z radością:

„Wytrzeć!”

I pobiegła po szmatkę oraz wytarła mleko.

dziewczynka z farbkamiByłam zadowolona z moich krótkich, bo trzymiesięcznych wysiłków, ale jakże efektywnych, a przecież nie zastosowałam nawet cienia przemocy – jedyną moją bronią były konsekwencje (Jeśli nie posprzątasz, to nie wyjdziesz na dwór).

Dzięki takiej prostej, choć wymagającej cierpliwości i umiejętności zachowania zimnej krwi metodzie dziewczynka słuchała mnie, a jej godność własna nie uległa uszczerbkowi.

Byłam z siebie dumna.

Niestety, moje wysiłki mogły okazać się nieskuteczne. Pewnego dnia zauważyłam, że mała znowu rozlała mleko. Wtedy jej matka dała jej klapsa i zaczęła na nią wrzeszczeć: „Ty krowo jedna, ty niezdaro, do niczego się nie nadajesz!”.

Dziewczynka zaczęła płakać, upokorzona i zraniona. Nie pobiegła po szmatkę. Wytarła mleko za nią matka. A przecież można lepiej, można inaczej.

Marta Pyrchała-Zarzycka

http://edukacja-domowa.pl/

Dodaj komentarz